Dwójka policjantów rozmawiała po cichu między sobą, ja stałam od nich najdalej o metr i idealnie wszystko słyszałam.
- Straszne- odpowiedział jeden z nich.
- Widziało się gorsze rzeczy. Pamiętasz tą starszą babcię, którą poćwiartowano i jej części zamarynowano w słoikach?
- Tak, a ta historia z odciętymi językami walającymi się po starej przetwórni metalu?
Przez krótszy czas nadal wspominali o dawnych sprawach, dopóki z łazienki nie wychynął jeden z funkcjonariuszy koło czterdziestki o kasztanowych włosach, na których widniały szare włoski, ciemnych zielonych oczach i ziemistej cerze.
- Czy ktoś z lokatorów ma na imię Lucy?
Policjant rozejrzał się po całym pokoju. Zaczął z zdenerwowania tupać ciężkim butem o podłogę. Nie pewnie podniosłam drobną rękę. Gdy mnie ujrzał kiwnął głową na łazienkę. Zrozumiałam to jako polecenie, że mam tam wejść. Moje ruchy nadal były niepewne, ale weszłam tam.
Pierwsze co ujrzałam to ciało przykryte srebrną folią. Kusiło mnie by pod nią zajrzeć, ale blond kucyk zniechęcił mnie do tego.
Już wiedziałam kto został kolejnym łazienkowym samobójcą.
- Spójrz na lustro.
Przełknęłam głośno ślinę. Zwróciłam wzrok w tamtą stronę. Na mojej twarzy znowu pojawił się melancholiczny wyraz. Rozdziawiłam blade wargi. Na lustrze widniał napis " niedługo twoja kolej Lucy, ty mój uroczy kwiatuszku".
Moim ciałem wstrząsnęła torsja wymiotów, która opróżniła żołądek z całkiem strawionej wczorajszej kolacji. Ten sam mężczyzna, który mnie tu sprowadził, złapał mnie za rękę i wyprowadził z pomieszczenia.
Trzymał mnie tak przez całą drogę kierując się do malej kawiarni na ulicy Parham, niedaleko mieszkania.
Rozsiedlimy się na przeciwko siebie pod oknem, które częściowo osłaniała różowo pudrowa zasłona. Ogólnie cała kawiarnia była w kolorach cukierków, a krzesła przy barku nawet przypominały je swoim kształtem i kolorami. Jedyne tak kolorowe miejsce w tej dzielnicy.
- Co podać?- przy stoliku stanęła niska brunetka, miło się uśmiechając. Razem z detektywem zamówiliśmy czarną, smolistą kawę. Gdy odeszła on od razu zaczął rozmowę.
- Nazywam się Mike Walter, jestem detektywem z policji okręgowej w Raleigh. Chce ci zadać kilka pytań. Mów mi bez skrępowania Mike- mężczyzna wyjął mały notes i krótki zaostrzony ołówek.
Popatrzyłam na niego z lekka zdziwionym wzrokiem, na szczęście detektyw zrozumiał mnie i postarał się uspokoić.
- Będzie przyjemniej się tu rozmawiało niż przy tych wszystkich gapiach- uśmiechnął się do mnie i zaczął notować naszą rozmowę- Jak się nazywasz?
- Lucille Allen, a tak po prostu Lucy- odpowiedziałam mu tak samo jak on mi.
- Wiek?
- Dwadzieścia dwa lata.
- Co cię łączyło z Derek'ekiem?- i musiał zadać to pytanie, akurat dla umilenia rozmowy, kelnerka podała nasze zamówienie. Upiłam łyk ciepłego napoju i oblizałam zimne wargi.
- Nic takiego- stwierdziłam
- mieszkał w pokoju obok, zamieniliśmy ze sobą parę zdań i nic po za tym- pech chciał, że zarumieniłam się na wspomnienie niedawnej sytuacji.
- Musi być ci
smutno teraz, czy byliście...
- Nie. Nic pomiędzy nami nie było- Derek'a nie uważałam nawet za przyjaciela. Był mi kimś zupełnie obcym, a gdyby ktoś mógł to sobie zinterpretować
w zły sposób.
Ehh.
Odkąd "Go" nie ma, moje serce nie potrafiło zabić dla kogoś zupełnie innego.
- No dobrze... Zakończmy na dzisiaj- położył na stolik białą wizytówkę- Zadzwoń gdy będziesz chciała jeszcze o czymś porozmawiać. Przez tą wiadomość na lustrze na pewno tej sprawy nie zostawimy tak po prostu.
Pożegnał się ze mną lekkim uśmiechem. Wydawał się być miły, ale co tak naprawdę kryło się pod tą powłoką?
- Wiele.
Poczułam mocny ból w głowie, aż odruchowo złapałam się za nią.
"- to znowu ty?". Nikt nie odpowiedział. Nieznajomy zjawiał się i od razu znikał, i do tego ta wiadomość. Jeśli nie miała innego przesłania to nadejdzie dzień gdy dowiem się kim jest.
Starając się nie myśleć już o tym wszystkim zaczęłam pić kawę, powoli, małymi łyczkami.
***
Wciskałam twarz w poduszkę. Było mi smutno i naprawdę nie czułam się tak od dawna. Nie płakałam z tego powodu, po prostu nie potrafiłam. Od tamtego dnia moje uczucia, emocje zatrzymały się. Od tak. Te wszystkie odczucia były nie do opisania. Spróbowałam zaśmiać się, ale nic z tego. Przetarłam zmęczone oczy. Wzięłam głęboki wdech, dzięki czemu wyciszyłam się.
- Czy ty płakałaś?- przeraziłam się gdy usłyszał piskliwy głos Lilly. Patrzyła na mnie swoim głupkowatym wyrazem twarzy- ponoć byłaś przesłuchiwana. To zrobiłaś coś w końcu Derek'owi? Wkurzał mnie. Ciągle zachowywał się jak jakiś pięcioletni dzieciak.
- Zamknij się- te słowa wymsknęły się z mojego gardła tak szybko, że nie zdążyłam ugryźć się w język. One sprawiły, że z moich ust potoczyła się fala konstruktywnych słów- sama nie jesteś lepsza. Jesteś przemądrzałą suką, która nie wie kiedy trzymać język za zębami. Nie potrafisz nie wtrącać się w nieswoje sprawy. Uważasz się za lepszą, a taka nie jesteś- czułam jak moja twarz robi się ciepła ze złości- wyjdź!
- I co się tak wkurzasz, byłaś jego dziewczyną, czy jak? A nawet jeśli to i tak nie był tobą zainteresowany, ciągle kręcił z jakimiś laskami. Dziwka...
- Zamknij się! Bo inaczej cię zabiję- jak tylko to wypowiedziałam szybko przyłożyłam dłoń do ust, przeraziłam się, całe ciepło mojego ciała ulotniło się.
- WARIATKA!- Lilly wybiegła z płaczem.
Miałam już od niej święty spokój, ale to co do niej powiedziałam przeraziło mnie do tego stopnia, że aż zaczęłam cała drżeć.
- Czego się boisz, mój kwiatuszku? Jestem przy tobie. Nie opuszczę cię. Nawet po twojej śmierci.
To ostatnie zdanie usłyszałam jak przez mgłę, bo opadłam ze zmęczenia na łóżko i zasnęłam tak jakby ktoś mi kazał.
Co ono oznaczało?
Okej, zacznę od przeprosin, bo jak wiecie nie pisałam nic na blogu przez jakieś pięć miesięcy. Chciałabym powiedzieć że przez ten cały czas pilnie się uczyłam, ale to by było kłamstwo. Od października lub listopada nie mam laptopa, co przełożyło się na krótszy czas pracy na komputerze. W tym miesiącu w 99% zakupuje nowy sprzęt, a od maja zaczynam regularnie pisać(czekają mnie egzaminy gimnazjalne :( ). Jeszcze raz Przepraszam i dziękuję za zrozumienie :)